czwartek, 30 kwietnia 2015

Z cyklu opowiastki: drugi miesiąc życia noworodka PO NASZEMU

     Drugi miesiąc życia Niny nadszedł baaardzo szybko. My z "zombie rodziców" powoli zamienialiśmy się w dość wyspanych ludzi. Ja po porodzie zaczęłam dochodzić do siebie. Nawet znalazłam czas, żeby pójść do fryzjera. Ninka budziła się regularnie co 3-4 godziny. Ustaliliśmy z Damianem jakiś system karmienia, który był wygodny i dla mnie i dla niego. Ja karmiłam mała w dzień on w nocy (bo i tak długo nie śpi). Ustaliliśmy wtedy jego warte od 21:00 do 3:00. Trochę niesprawiedliwe co? :) Ale uważam, że potrzebował czasu, żeby przestawić się na zupełnie inne godziny życia. Nina budziła się mniej więcej koło 22:00, 1:00, 4:00, 7:00 itd. W nocy zwykle spała po 4 godziny. Czyli Damian karmił ją ze dwa razy. DOBRE I TO! Chociaż zawsze miałam nadzieję, że mała obudzi się o 3:00, żeby trafiło jeszcze na niego. Umowa to umowa, bliżej 4:00 wstawałam już ja. Teraz wiele się zmieniło, ale o tym w kolejnych postach.
      Niny dzień rozpoczynał się o 7:00. W drugim miesiącu jeszcze jadła i spała, jadła i spała i tak w kółko. Można było pospać w dzień, coś odpocząć. Bardzo często trzeba było zmieniać "pampera" jak była taka malutka. Sikała i robiła kupę chyba co parę minut.
      W sumie przywykłam do porannego wstawania razem z nią, picia kawy, ogarniania siebie (nigdy o tym nie zapominam) i startu w nowy dzień. Nie odczułam zbyt wielu zmian poza zmęczeniem. Zakupy, spacer, jedzenie, czasem nawet goście. Odwiedzałam też swoich rodziców, którzy mieszkają około 350 km od Szczecina. Tylko zapytałam ortopedy czy, aby na pewno taki mały ludzik może już podróżować.
       Nie lubiłam zostawać sama jak Damian miał jakiś wyjazd. Zawsze się coś wtedy musiało złego dziać! ZAWSZE. Nina ze spokojnego dziecka zamieniała się w płaczącego diabełka, pies nagle chciał wyłazić częściej niż zwykle. Był taki dzień, że miałam termin fryzjera dla mojego psa. Szkoda było mi go przekładać, bo Ninja (pies) była trochę zarośnięta przez ostatni okres mojej ciąży i pierwsze tygodnie życia córki. Przyszedł dzień terminu wizyty, nagle Damian leci do studia (BO MUSI i już), babcie były zajęte, a ciocia tez miała coś do roboty. No to co?! Ja nie dam rady?! Nosidło! Dziecko do środka! Pies pod pachę torebka, klucze i lecę. Była to pora karmienia Niny więc nie była spokojna. Nie miałam już czasu nakarmić jej w domu. Wtedy po raz pierwszy odczułam, że muszę być zawsze gotowa. bo przecież będzie wiele takich dni, a nawet jeszcze gorszych.
      Pies już obcinany, ja nie za bardzo jeszcze chodząca (po porodzie) i głodne dziecko. Podczas strzyżenia nakarmiłam ją. WSZYSTKO MOŻNA ZAPLANOWAĆ, tylko nie wolno przy tym tracić dobrego humoru. Po strzyżeniu jeszcze pojechałam po tatusia do studia, bo przecież NIE MA JAK WRÓCIĆ :)
     
Wracając do tych dni, opisując je tu, uważam, że każda godzina z dzieckiem uczy czegoś nowego. Daje nam wiele umiejętności planowania dnia o których nie mieliśmy zielonego pojęcia. A przede wszystkim uczy współpracy, o której często powtarzam. Pokonywanie takich małych trudności daje nam wiele sił  i energii na pokonywanie kolejnych problemów. Nie róbmy problemów z niczego, a jeśli się już pojawią znajdujmy kompromisy. Dziecko jest tak samo taty jak i mamy. Dlatego ja wyznaje zasadę podzielonych obowiązków po równo. W innych dziedzinach życia także. Przecież to, że tato w jeden wieczór zajmie się maluchem, a Ty wyjdziesz z koleżanką na lampkę wina nie oznacza, że kochasz ich mniej. Bo kochasz tak samo, a nawet bardziej. Bo zrelaksowana mama to uśmiechnięta i szczęśliwa mama :)
     Zapraszam do polubienia strony na facebooku, którą dziś uaktywniłam. Będę zawsze informowała o wszystkim na bieżąco. Obserwacja bloga i instagrama także mile widziana- dość sporo się tam dzieje. Miłego wieczoru!
Ninja i Nina 

Nineczka jeszcze w gondoli


1 komentarz:

  1. wielkie Wow, widzę, że przy dziecku nauczę się perfekcyjnie rozplanowywać czas, ta umiejętność mi się przyda ;) Świetnie, że opisujesz każdy miesiąc, bardzo lubię czytać posty takiego typu, tym bardziej, że zostało mi tylko 37 dni do rozwiązania ;) https://creamshine.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń