środa, 1 kwietnia 2015

Z cyklu opowiastki: Złośliwość rzeczy martwych

           Mam dziś małą opowieść. Kilka tygodni temu wpadłam na pomysł zakupu na urodziny swojemu facetowi konsoli Xbox One. Udawałam przed Nim, że nie wiem co mu kupić i nie mam pomysłu na prezent (wiedziałam już dawno, że dostanie konsolę). Pochwaliłam się przyjaciółce, która stwierdziła, że to super pomysł, więc jeszcze bardziej się cieszyłam. Radość nie trwała długo, bo Damian (mój ukochany) musiał wszystko popsuć smsem: "Koteeeek, a może na moje urodziny kupilibyśmy Xbox'a?:P"- i już mi się odechciało. Jednak postanowiłam trzymać się planu udając przed Nim, że Xbox to za drogi prezent, a ja teraz nie wydam tyle pieniędzy. Przecież ma starą konsolę, więc co za różnica. Maaarudził całe tygodnie. Wysyłał mi MMS ze zdjęciem konsoli, podczas snu straszył mnie szeptaniem do ucha: "xboooooox", ustawił na tapecie na laptopie zdjęcie Xboxa, a z magnesów na lodówce ułożył wielki "X" (chory co?!:))
           Nadszedł dzień w którym pojechałam kupić konsolę. Mała została z tatusiem w domu, więc miałam trochę czasu. Poszłam do Saturna i wspólnie z panem sprzedawcą wybraliśmy odpowiedni (tak wtedy myślałam) zestaw. Konsola była w komplecie z grą Fifa 2015. Do konsoli zamówiłam tort w Cup&Cake. Byłam tam po raz pierwszy, ale uważam, że przesłodko jest w środku. Pani pokazała albumy i wymyśliłam, że będzie to tort w kształcie pada od Xboxa- udało się. Tort do odbioru w dzień urodzin. Wszystko wydawałoby się szło zgodnie z planem. Damian oczywiście cały tydzień próbował zgadywać co mu kupiłam. Wpadał na różne pomysły (strach wymieniać), jednak miał nadzieję cały czas na konsolę.
            Przyszedł dzień urodzin. Wstałam, pojechałam po tort i po prezent do babci (u niej był schowany) i z balonami itd. do domu. Damian zrobił obiad- no idealnie. Przyszli goście. Zjedliśmy obiad. Wnoszę tort (kłamałam go do końca, że to sernik). Myślę, że się ucieszył jak go zobaczył :) Oczywiście nadal trzymam się tego, że chociaż pada dostał, skoro teraz nie mam pieniędzy na konsolę. Tort zjedzony, można iść do prezentu. I tu największa radość. Czułam się jakbym swojego synka uszczęśliwiła tak się cieszył! Darł się, aż dziecko się wystraszyło. Wyglądało to mniej więcej tak: https://www.youtube.com/watch?v=pFlcqWQVVuU
           Kiedy wyszli goście od razu zaczęło się podłączanie no i pierwsze uruchomienie...tadaaaaam! Przy wyborze sieci i wpisaniu hasła czar prysł! Zacina się, nie działa. Próbowaliśmy kilka razy... No i nic. Konsola zepsuta. Jadę do Saturna (była niedziela). Pan powiedział, że w dniu dzisiejszym nie możemy nic załatwić, bo nie ma kierownika, ani przedstawiciela. Ale sprawdził konsolę. Podłączył i popsuła się jeszcze bardziej. Kazał przyjść jutro, a rano zadzwonić na infolinię Xbox(czy jakoś tak) i zapytać co się dzieje i jakie oni widzą rozwiązanie sytuacji. No, a w domu smutek.
         W poniedziałek rano zadzwoniłam i pan konsultant chciał mi wysłać jakieś tam oprogramowanie, żeby zrzucić na pen drive`a (nie wiem nie znam się). Przecież kto chce zapłacić prawie 2000 zł i robić cokolwiek, żeby zadziałała konsola? NIKT. Jadę po raz drugi do Saturna. Jakoś udało się załatwić sprawę i dostaliśmy nowy sprzęt. Nowa konsola uruchomiła się bez problemu. Przyszło do zainstalowania Fify. KOD DO GRY NIE DZIAŁA. Dzwonię tam...Pan nie wie i mówi aby znowu jechać do Saturna wymienić grę, bo jest błąd. No przecież oszalałam z nerwów ;] Ale pojechałam no nie odpuszczę przecież tej gry. W Saturnie uznali, że gry to nie ich sprawa i kodami do gier zajmuje się Microsoft. Nie chcielibyście widzieć mojej miny.Wracam do domu. Damian gra już w coś tam, a Ninka obok razem z Nim, zadowolona.
         Było już po 18:00, a infolinia czynna do 18:00. Na drugi dzień rano zadzwoniłam do Microsoft mówiąc po raz trzeci jaki mam problem z grą i Pan po raz kolejny kazał wpisywać jeszcze raz KOD gry, a jak już nie wiedział co się dzieje- rozłączył się. Zwątpiłam w to, że kiedykolwiek uzyskamy kod do Fify, ale zadzwoniłam po raz kolejny. Następny konsultant kazał wpisać kod, a kiedy powiedział, żeby na sekundę wyłączyć konsolę to nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Wykonałam polecenie (Damian oczywiście mnie rozśmieszał, więc Pan został wyśmiany z każdej strony). Po włączeniu konsoli po raz kolejny mieliśmy wpisać kod (to było na tamtą chwilę na prawdę bardzo śmieszne kiedy mówiłam do Damiana, żeby wpisał kod po raz któryś). Wpisuje, a tu : "operacja zakończona sukcesem". UDAŁO SIĘ! :)
           Okropne miałam nieszczęście co do mojego wyboru, zresztą zawsze tak jest jak coś kupuję. Laptop już był dwa razy na gwarancji. Nigdy więcej nie kupię już nic sama, bo po prostu mam pecha :) Na szczęście w chwili obecnej moje radosne dzieci (Damian i Nina) grają. Ale JAK!! Niewiarygodne! Gość 25 lat biega po pokoju z padem niczym dwulatek <3 Wrzucę fotkę co się dzieję właśnie teraz kiedy piszę tego posta (siedzą i grają, chyba przegrywają, bo od czasu do czasu słyszę brzydkie słowa. Dobrze, że Ninka jeszcze ich nie rozumie:)) A ja dzięki temu mam sporo czasu i chyba dlatego w końcu postanowiłam założyć tego bloga :))





tort Cup&Cake Szczecin

1 komentarz: