poniedziałek, 9 listopada 2015

Ravioli z żółtkiem by MasterChef Iza.

     Obiecałam, że wrzucę przepis na ravioli z żółtkiem. Oglądałam Master Chefa jakiś czas temu i jak tylko zobaczyłam wylewające się żółtko z ciasta wiedziałam, że muszę to ugotować.
A przynajmniej spróbować. Uwielbiam wszelkie potrawy z żółtkami.
   Co będzie nam potrzebne:

  • Szklanka mąki pszennej (ja zawsze używam tej widocznej na zdjęciu po prawej, nazywam ją "babciową"
  • Pół łyżeczki soli
  • 5 jajek
  • 2 duże łyżki oliwy 
  • 4 łyżki wody (tak jest w przepisie, ja dałam dwie łyżeczki)
Wszystkiemu przyglądał się Niny konik z Turkusowej pracowni





1.Mąkę przesiewamy przez sitko do miski w której będziemy wyrabiać ciasto. 

2. Wbijamy jedno całe jajko 

3. Wbijamy dwa żółtka (tak jak na zdjęciu)

4. Wlewamy oliwę

5. Wlewamy wodę 

6. Wyrabiamy ciasto

7. Wałkujemy baaaardzo cienko

8. Szklanką wycinamy kółka jak na pierogi, ja używam dość sporej szklanki ;)

9. Same żółtka kładziemy na jedno kółeczko przykrywając drugim

10. Zlepiamy boki

Uwaga: Ja wymyśliłam sobie specjalny sposób jak na zdjęciu. Kładłam kółeczko ciasta do malusiej  miseczki tak, aby boki były wyżej, żeby żółtko się nie rozlało. Na wierzch kładę kolejne kółko i o wiele wygodniej zalepiało mi się brzegi. Jak żółtko się rozleje to już jedno ravioli mniej :(


11. Gotujemy wodę z odrobiną oleju, aby ravioli się nie przykleiło

12. Do gotującej wody wrzucamy nasze małe dziełka  (ja gotowałam każde osobno)

13. Czekamy równe 3 MINUTY!

14. GOTOWE! Ja podałam z kluskami i z masłem z cebulką :) Smacznego 










piątek, 6 listopada 2015

Time to get out of my new home.

          Tak oto remont dobiega końca. Właśnie montują nam szafy, w końcu Nina będzie miała swój pokoik, bo póki co jest on garderobą i "pokojem wszystko". Najważniejsze, że każde z nas ma w końcu swój kąt. Przeprowadzka z kawalerki do kilku pokoi to na prawdę wielka ulga.
Kolejne marzenie spełnione. Wierzę w to, że marzenia się spełniają. Wystarczy bardzo chcieć i wierzyć. I czekać! Ja musiałam czekać kilka dobrych lat, na wspaniałą córkę, własne mieszkanie, narzeczonego tego jedynego na miliony z którym się rozumiemy (tak mi się wydaje :)) no i DOŚĆ mądrego psiaka.
          Zawsze uważałam, że trzeba godzić się na to co niesie nam los, bo nie mamy takich mocy, żeby zmieniać historię własnego życia. Wszelkie niepowodzenia, błędy czy rozstania zawsze traktowałam z wielkim dystansem, tłumacząc sobie, że tak ma być i już. Bo gdzieś widocznie życie pcha mnie dalej w coraz to lepsze miejsca. Znalazłam się właśnie tutaj gdzie jestem w mojej małej krainie w której jest spokój i bezpieczeństwo. Dla mnie to jest najważniejsze, że budzę się rano i czuję spokój. Wiadomo są wyjątki, gorsze dni np. Ninula nie chce w nocy spać, bo wymyśla zabawę, ale zawsze pocieszam się tym, że mogłaby być jeszcze bardziej nieznośna i budzić się codziennie. Nooo, albo Damianciu mnie wku**i co zdarza się rzadko! :) Mówię sobie wtedy, że ludzie na prawdę żyją wiele gorzej. Uważam, że my jesteśmy dość blisko idealnej pary. Jest równowaga :)
         Na podsumowanie pozostaje mi napisać, że trzeba brać co przynosi nam życie, rozstanie- rozstańmy się, zmiana pracy- zmieńmy ją, przeprowadzka- pakuj się czym prędzej. Wszystkie zmiany są ciekawe. Ja zawsze starałam się właśnie tak działać i nie zmieniłabym miejsca i osób pośród których żyję na żadne inne. Wiadomo, tęsknię za rodziną, za Wrocławiem i za bliskimi stamtąd, ale nie można mieć wszystkiego na raz.
        Wrzucam kilka zdjęć, zrobionych  moim ulubionym miejscu w Szczecinie przez cierpliwą Paulinę. Wynurzyłam się z cieplutkiego mieszkania :)