sobota, 20 lutego 2016

Rodzicu jesteś dla nich najważniejszy! 10 przykazań rodzica.

       Kto jest najważniejszy dla naszych dzieci? Prosta sprawa- MY. To jakimi rodzicami będziemy i jak będziemy się zachowywać odbije się w ich dorosłym życiu. Dlatego pamiętaj rodzicu taki masz być:

1. Płacze maluch- idź do niego, reaguj. Przecież to jedyny sposób w jaki to małe dziecię może cokolwiek przekazać, wyrazić emocje, potrzeby czy pokazać, że coś boli. Uczysz wtedy dziecka postrzegania emocji z Twojej perspektywy. Ćwiczycie inteligencję. Skąd dzieci wiedzą, że jak płaczemy to trzeba nas przytulić? Przecież same się tego nie nauczyły. To małe odgapiary emocji.

2. Przez pierwsze dwa, trzy lata dzieci potrzebują nas najbardziej. Jeśli musisz- pracuj, jeśli nie, bądź z dzidziolem w domu. To dla niego bardzo ważne. Dziecko buduje więź z rodzicami, coś jak w filmie "Avatar" (moje ulubione sceny to te jak łączą się tymi ogonkami). Zupełny brak takiej więzi może w dorosłym życiu skutkować zaburzeniami osobowości, budowaniu związków w zły sposób, a nawet skłonnościami do uzależnień. Wcale nie przeginam  z tymi skutkami, mówię całkiem serio.

3. Grzeczność dziecku ułatwia życie. Tak jak nam zresztą- dawno już to zauważyłam. Krzykiem nie wiele udaje nam się załatwić, robi się jeszcze większa afera. Tak też z dzidziolami, jak jest niegrzeczne porozmawiaj, wytłumacz. Powiedz "NIE WOLNO", "jest mi przykro jak się tak zachowujesz", "bardzo Cię kocham, ale jak jesteś niegrzeczny/na to jest mi bardzo smutno". Czemu dzieci są niegrzeczne? Często (nie zawsze) dlatego, że domagają się uwagi, proszą o Twój czas. Nie targaj tego dziecka, nie szarp. Ilekroć widzę te wściekłe matki to mam ochotę podejść i zrobić jej tak samo. Idź, że babo/ chłopie wyżyj się gdzieś indziej. Nie wiem pobiegaj , na zdrowie Ci wyjdzie. Ostatnio zażartowałam sobie z Niny, że jak ma ochotę powrzeszczeć to żeby poszła na ogród pobiegać w koło z cztery razy może wtedy się zmęczy i uspokoi (niestety nie rozumie mnie jeszcze i darła się dalej:) Nie bójmy się w domu mówić słów: dziękuję, przepraszam, kocham Cię, proszę, miło mi, przytul się. Uwielbiam miłą atmosferę. Oczywiście w ludzki sposób, nie jak PARECZKA ROZKOSZNIACZKÓW.

4. Chwalmy swoje dzieci, facetów też w sumie. To już takie stworzenia, że budujemy ich poczucie własnej wartości.

5. Czytajmy dzieciom! Tego to i mnie jest trudno przestrzegać, ale to bardzo ważne. Wyobraźnię trzeba rozwijać, przecież cóż piękniejszego?!

6. Szanuj swoje dzieci i rodzinę. Wobec dzieci postępujmy łagodnie i cierpliwie i dbajmy o ich dobro. To przecież takie małe bezbronne istotki, które powtarzają wszystko jak papugi. Chcemy szacunku? Dawajmy go. To w sumie dotyczy wszystkich.

7. Zawsze dawajmy tony miłości. Dzieci tego bardzo potrzebują. Niezależnie od tego czy to chłopcy czy dziewczynki, czy są grzeczne czy diabełki. Każde tak samo potrzebuje przytulasów i buziaków. Zresztą Starzy! Nacieszmy się, później dzieci nam wyrosną i będą uciekały od buziaków, gadając: "mama weź się, nie rób siary!"

8. Mów, gadaj i zadawaj pytania. Ja na szczęście gadam jak nakręcona. Kto ogląda czasem moje Snapy to wie. Gadam do Niny chyba zbyt wiele, później mi to wyjdzie bokiem jak już mała nauczy się mówić. Ja jak ja, ale Damian to nam zeświruje. Jeszcze pies suczka. Same baby. Wracając do tematu, rozmowa z dzieckiem, zadawanie pytań zmusza do myślenia, dziecko uczy się też mowy właśnie w taki sposób.

9. Ruch i jeszcze raz ruch. Nie muszę się rozpisywać. Spacery i ruch to bardzo ważny element KAŻDEGO dnia. Rozwija mózg i te małe koślawe ciałka :) a i nam nie zaszkodzi.

10. No i te tablety, telefony i TV. OGRANICZAJMY do 2 roku życia najlepiej wcale. U nas niestety się to do końca nie sprawdza. Ale z głową, apeluję! Zbyt długie przesiadywanie przez wszystkim co wyświetla obraz zaburza rozwój umysłowy, psychiczny, społeczny i fizyczny. Nie będę się rozpisywać, bo planuję o tym osobny post.


           Ty także jesteś ważny rodzicu. Pamiętaj, aby twoje potrzeby też były zaspakajane. 


                                                                                                                                      AMEN.



sobota, 13 lutego 2016

Przyjaźń jest łatwiejsza od miłości.

        Przyjaźń między kobietą, a mężczyzną istnieje. Jeśli jeszcze nie masz prawdziwego przyjaciela to na pewno go spotkasz. Zawsze powtarzam, że każdy ma swój los zapisany gdzieś "na górze", w gwiazdach czy w co tam innego wierzycie.
         Żyjesz, pracujesz, uczysz się czy nie robisz nic. Dzień zapowiada się całkiem zwyczajnie. Nie masz nic w planach. Jesteś na imprezie, w pracy, gdziekolwiek. Zwykła rozmowa z nowo poznanym człowiekiem, nagle zaczynasz zastanawiać się co tak przyciąga Twoją uwagę? Przyglądasz się i badasz. Co jest takiego w tej osobie, że tak dobrze idzie nam rozmowa? W sumie człowiek jak człowiek, może trochę inny od wszystkich. Im dłużej słuchasz i się gapisz, tym więcej widzisz zalet w osobie która nie wydawała Ci się na pierwszy rzut oka nadzwyczajna. Nie pasujecie do siebie. Co on w ogóle bredzi?! Czas leci, a jego osoba wydaje Ci się coraz ciekawsza. Po kilku chwilach stwierdzasz: "Ale super gość! Myślę tak samo jak on! Fascynujący! Przystojny w sumie! Po czym nawet nie orientujesz się, a rozmawiacie którąś tam godzinę z rzędu. Świat się zatrzymał. Nic nie jest ważne. Praca?! Rano trzeba wstać? Cholera, jutro egzamin! A coooo tam! Zrobię sobie wolne. Jeśli to impreza pewnie wypijacie wspólnie kolejnego drina. Przecież nie warto marnować takiej chwili dla jakichś tam obowiązków. Wszystko jest takie proste! 
          Rozchodzicie się do domów. Budzisz się. Cisza. Na co ja liczyłam?! To tylko rozmowa, a ja podjarałam się jakbym miała 12 lat. Nie ważne. I tu powrót do rzeczywistości. Idziesz do pracy, zapominając już o nowo poznanym mężczyźnie. Nagle, BIP! BIP! Sms. Robi Ci się ciepło, serce wali Ci jakby właśnie przebiegło po twojej klatce piersiowej stado słoni. Boisz się poznać treść wiadomości. Wtedy pojawia się milion myśli łącznie z tą, że nawaliłaś się i niepotrzebnie dałaś mu swój numer. Odczytujesz sms, który ku zaskoczeniu, okazuje się miły. Mało tego! Jest zaproszeniem na kolejne spotkanie. Ha! Radość tak ogromna, myśli tysiące, mózg się gotuje i przegrzewa, bo zastanawiasz się już co by było gdybyście mieli być razem. Naiwna marzycielka. Ale to tylko chwilowe, zaraz czaisz, że to tylko jakiś tam nowo poznany koleś. Halo dystans gdzie jesteś?
        Spotykacie się. Na kawę, herbatę, imprezę, drinka, film, kino. Kto tak robi? Przyjaciele. Z dnia na dzień jest coraz czulej. Mówicie sobie o wszystkim, nie macie tajemnic, uwielbiacie na siebie patrzeć, fascynujecie wzajemnie, lubicie to samo, macie wspólne postrzeganie świata, życia, ludzi. No przyjaźń idealna. Rzadko się zdarza. Ja uważam, że raz w życiu. Im dłużej to trwa tym bardziej się od siebie uzależniacie. Tęsknicie, czekacie na siebie. Musisz go dotknąć, opuszki są tak wrażliwe, że czujesz każdy szczegół jego skóry łącznie z wgłębieniami od włosków :) Myślicie ciągle o waszych zapachach, dotyku, uśmiechach, ustach, oczach. Chore co?! Wszystko już znacie na pamięć. Stajecie się jednością, nie potraficie bez siebie NIC. O wszystkim decydujecie wspólnie. Przeznaczenie działa tak szybko i bezwzględnie. 
        I BUM! Zakochujecie się. No stało się. Pierwsze Kocham Cię, a później powtarzacie to sobie tysiące razy dziennie. Egoistyczne słodziaki. Zamieszkujecie razem, zakładacie rodzinę. I tu budują się życiowe schody. Zaskoczeni, bo zaczyna się prawdziwe wyzwanie dla związku. Borykacie się z codziennymi problemami. Kłócicie o byle co. Nie tęsknicie, aż tak jak kiedyś za zapachem skóry, dotykiem, w ogóle za sobą, bo macie siebie każdego dnia i nocy. Myślicie co zjecie na obiad, planujecie każdy dzień. A kiedyś wszystko było spontaniczne. Na obiad pizza mogła być każdego dnia, no ale ileż może człowiek na tej pizzy ujechać? Dziecko! O MASZ! Człowiek z dwóch ludzi zakochanych w sobie. MAGIA CO?! Tak owszem magia, ale to kolejne obowiązki, z którymi musicie sobie radzić WSPÓLNIE. Sprzątanie mieszkania. Jako przyjaciele mogliście siedzieć w kupie brudnych skarpet i nikomu to nie przeszkadzało. Kiedyś się posprząta. Cała beztroska gdzieś nagle odchodzi. Musicie wychować małego ludzika i dołożyć miłości do związku, bo trzeba się nią podzielić. Trzeba mieć tony sił i cierpliwości. Masz wrażenie, że on wcale Cię nie słucha, tylko gapi się w pieprzony smartfon. Już nie jesteście tylko jednością, ale też rodziną. Stajecie się odpowiedzialni. Mnie się wydaje, że w głowie jest miejsce tylko na kilka zachowań. Beztroskę zamienia się na powagę. Spontaniczność na planowanie. Miłość na odpowiedzialną miłość. Gdzie więc czas na przyjaźń między Wami? W końcu chcecie zostać razem do końca życia. Musicie się lubić, a nie tylko kochać. Bez sensu żyć jak wrogowie. Dziecko jest teraz najważniejsze, mała Perełka. Ideał dla każdego rodzica. Trzeba być MISTRZEM, żeby to wszystko zgrać. Czasem myślę, że umysły ludzkie są zbyt mało pojemne, żeby takie trudne sprawy rozgryźć. Tak jakby ktoś nie przewidział tego, że w końcu magia przyjaźni zmienia się w inny wymiar życia. Taką trudniejszą- miłość. Jak to wszystko pogodzić, żeby każdy był szczęśliwy? Są na to na jakieś sposoby, tylko są trudne. Dostajemy na początku wszystko na raz. Tyle emocji i uczuć, które nagle gdzieś odchodzą na nawet nie drugi, a dziesiąty plan. Ciężko się przecież z tym pogodzić. Ahaaaa czyli na tym polega całe to dorosłe życie. Odnajdujemy szczęście w tym miejscu w jakim jesteśmy. To także bardzo trudna umiejętność. Każdy ma swoje miejsce w którym musi odszukać to szczęście.
       A jak jest u mnie? Jak sobie radzimy z rutyną i nadmiarem obowiązków? Czy w ogóle mamy czas na przyjaźń? Mamy podzielone obowiązki, rozumiemy się bez słów. Czasem muszę wrzasnąć, żeby dotarło- oczywista sprawa. Ciężko mi tylko pokonać te zasrane telefony. Przy dziecku nie ma czasu na grzebanie w necie, dlatego jak zasypia siedzimy jak czubki i czytamy tam różne cudna i dziwy. Wychodzimy na randki (w sumie nie wiem, czy dlatego żeby spędzić razem czas. Czy dlatego, żeby odpocząć od małej, ale stawiam na to pierwsze). Wychodzimy też ze znajomymi, kiedy Ninka idzie spać do babci- każdy czasem musi się upić :) Chyba jest w porządku. Czasem tęsknię za uczuciami początkowymi, ale za to mamy inne szczęście- córkę. Tak sobie myślę, że w sumie jestem szczęściarą.



poniedziałek, 8 lutego 2016

Ta jaka modelka nagle!

      Żadna ze mnie modelka. Nie potrafię i średnio mi wychodzi pozowanie. Poza tym patrząc na zdjęcie uważam, że jakoś inaczej wyglądam niż w rzeczywistości, oczywiście gorzej. Taaaa tak sobie tłumacz. Dlaczego w takim razie do cholery łazisz i robisz te zdjęcia? Zdjęcia mają swój urok i dar chwytania chwili i dają nam możliwość wracania do niej. To jest nawet magiczne na swój sposób, że można zatrzymać czas. Mogę teraz oglądać swoje zdjęcia z dzieciństwa, a jak będę starą babcią to pewnie te zdjęcia z młodości będą cieszyć i wzruszać. Z moją krótką pamięcią to może chociaż jedną setną tej przeszłości sobie przypomnę dzięki zdjęciom.
      Byłam ostatnio na sesji z Alicją w krainie fotografii. Wstałam bardzo wcześnie, dzień nie zaczął się najlepiej, zapomniałam ze sobą karty, nie mogłam kupić biletu- podróż w stresie. Dotarłam na miejsce zaczął wiać wiatr jak szalony! Ja po dwóch kawach nie potrafiłam ustać w miejscu, i zadawałam tysiące pytań "gdzie dać tą rękę?", "co zrobić z nogą?", "dobrze włosy?". Ja na miejscu Ali kazałabym rękę i nogę obciąć. Przywiązałabym mnie do płotu, albo znaku (może wtedy stałabym w miejscu) i zatkała buzię skarpetą, żebym wreszcie się uciszyła! I to taką brudną, żebym przestała się cieszyć z byle czego. Gdyby ktoś mi sklonował drugą mnie i musiałabym żyć sama ze sobą. Oszalałabym z taką gadułą. Koniec końców, coś udało nam się uzyskać. Poniżej widać efekt naszej pracy. Jak Wam się podoba? Wpadajcie też do Ali, tam post z opisem sytuacji z jej perspektywy.
     Mimo wszystko to był świetny dzień, dał mi masę energii i dobrego nastawienia, Ala to przemiła osoba z która można porozmawiać o wszystkim dlatego stres przed obiektywem odchodził gdzieś tam daleko do lasu. Jak ktoś chce pamiątkę "zdjęciową" odzywajcie się. Ala poradzi sobie nawet z tymi którzy nie są profesjonalnymi modelami/ modelkami. Przecież luźna atmosfera to najważniejsze w tym całym stresie przed obcą osobą, która każe Ci się gapić w aparat :)

































Czapka: Bershka
Golf: New Yorker
Kurtka: BCK&HRSY
Buty: Jordan Klik!

sobota, 6 lutego 2016

Taki to ma dobrze. Czyli 8 schematów życia facetów.

             Postanowiłam skupić się tym razem na facetach. Zawsze rozmawiając z koleżankami mam wrażenie, że prawie każda rozmowa NA ŚWIECIE o mężczyznach wygląda podobnie. Przecież oni żyją według jednego schematu. Gdzieś tam kiedyś dostali karteczki i musieli losować swoje cechy charakteru i zachowania w różnych sytuacjach. Niestety nie było ich wiele do wyboru. Kilka z nich śmiało mogę wymienić:

  • Pan Milusiński- "Tak Kochanie", "Oczywiście już niosę", "tak Misiu Pysiu, masz rację", "Masz ochotę na kawusię Promysiu? Mogę Ci zrobić", "Usiądź ja pójdę po zakupy", "Pranie? Chętnie zrobię to za Ciebie Misiaczku Koteńku", "oooo Słodziuuuniaa daj Buziusia w nosusia", "Lecę do pracy, nie sprzątaj, odpocznij!". Czy taki istnieje? Jeśli tak- zwariowałabym. Czasem słyszę, jak ludzie ze sobą rozmawiają w taki sposób. Lubię okazywanie uczuć, ale nie przesadne. Pan Milusiński zdecydowanie przegina ze zdrobnieniami i wyręczaniem kobiet. Do tego sam jest raczej nieszczęśliwym człowiekiem. Kto chciałby tak usługiwać drugiej osobie? Nie znam nikogo. 
  • Pan Zarazek- "zaraz", "później", "za chwilę", "jutro" to najczęstsze odpowiedzi na nasze pytania. Śmieci mogą zgnić, a dopóki porządnie nie wrzaśniesz nie będą wyniesione. Ciuchy w szafie jutro poskłada, a to "jutro" zmienia się po miesiącu w nasze ręce, bo nie można już patrzeć na szmaty wysypujące się na podłogę. Wszelkie drobne prace, albo wykonujemy same, albo czekamy, aż "ZARAZ" i "JUTRO" zmieni się w teraźniejszość. W sumie typ nieszkodliwy, ale wymagający cierpliwości. Bez niej nie podjeżdżaj.
  • Pan Byle jaki- żeby nie słuchać naszego gadania robi wszystko co trzeba, ale na odpierdziel. Tak, aby było. "Jak się baba czepi to przecież zrobiłem wszystko co chciała, a jak jej się nie podoba to jak się "starałem z całych sił" to niech sobie zrobi to sama". Kolejny raz robisz to TY. Bo kto chce mieć odkurzoną podłogę w dalszym ciągu z piaskiem pod gołymi syrami?! Naczynia umyte tylko z przodu, a spody nadal zostają brudne i w dodatku już są schowane w szafce (później jak przychodzą goście trzeba sprawdzać każdy kubek i talerz). Taki facet potrafi zdenerwować. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że robią to celowo! Coś jak mama kiedyś za nas robiła rzeczy których nie wykonywaliśmy dokładnie. Taki, wydaje mi się najpopularniejszy przykład, to właśnie te naczynia: "Daj to dziecko umyję, bo przecież patrzeć nie mogę jak to robisz". I ja zawsze wiedziałam, że jak umyję źle to mama zrobi to za mnie, a kolejny raz już nie poprosi mnie o pomoc. Kobiety z tego wyrastają, faceci-NIE.
  • Pan Leń- popularny typ. Trochę łączący się z Panem Zarazkiem i Panem Byle jakim. Jednak jego nieodłącznym elementem jest kanapa, TV i konsola. Zawsze, całe dnie i noce. Nawet sikać mu się nie chce wstać. Jeszcze najlepiej jakby się podało żarcie pod nos i picie, jak mamusie kiedyś. Pan Leń od czasu do czasu jest do zaakceptowania. Codzienny- ODPADA.
  • Pan Pracuś- "Kochanie! Poradzisz sobie sama? Spieszę się do pracy", "Skarbie będę później szef kazał mi zostać po godzinach","Jutro muszę wcześniej wyjść do pracy, poradzicie sobie prawda?". Ci to pracę traktują jako odpoczynek. A jak są dzieci to kto by nie chciał pracować 12h? Prawie każda praca jest lżejsza od zabaw i obowiązków z maluchami. Tylko my kobiety po prostu jesteśmy wg. facetów do tego stworzone. Cóż...my po prostu nie mamy wyjścia i SERCA, żeby być tak daleko od swoich dzieci:) Z takim typem można żyć. Tutaj wiele zależy od poziomu tolerancji kobiety. Ja tam bym się wściekała chyba każdego dnia :) 
  • Pan Maruda- "To się na pewno nie uda","nie róbmy tego, zostańmy w domu","to za daleko, nie ma sensu wychodzić". Wszystko jest "bee". Marudzi jak stary dziad. Tacy ludzie odbierają mi energię. Zarażają niechęcią, kto chciałby żyć z kimś takim?! Ja nie.
  • Pan Ważny- "Ale świetnie wyglądam!","Jestem najlepszy!","Tobie to nie wyjdzie, moje jest lepsze","Daj ja to zrobię, Tobie się nie uda!","Czekaj, czekaj, ja to zrobię, Ty nie potrafisz", "uuuu spoko ta moja nowa fryzura, a Ty zawsze pójdziesz i nic nie widać"," wszyscy ćwiczą, a ja nie muszę- ekstra wyglądam"," wszyscy to cioty!". W sumie typ który nie szkodzi i jakoś specjalnie nie zatruwa życia. Ale nie oszukujmy się- ręce opadają. Jak można?! No jak? Najgorsze w ty wszystkim jest to, że nigdy nie dotrze, że NIKT NIE JEST NAJLEPSZY. Druga strona jest taka, że czasem chciałabym być tak pewna siebie. Samopoczucie wtedy chyba jest lepsze:) Żyć z kimś takim oczywiście trudno. Ja z kolei traktuję takie zdania z uśmiechem i wielkim dystansem. Tylko ciągle mam nadzieję, że Stary żartuje. Albo nie żartuje? :) 
  • Pan Kłamczuch- jeden z gorszych typów. Tutaj bezdyskusyjne gość do odstawki. "Kochanie, zostaję dłużej w pracy"- w rzeczywistości spędza fajnie czas robiąc cokolwiek, żeby nie być z Tobą. Taki ktoś także powinien być samotnikiem. Związek ogranicza, a jaki Pan Kłamczuch lubi być pilnowany?
  • Pan Cham- często słyszę głupie dogryzanie swoim kobietom. Za wszystko co robimy jesteśmy krytykowane. Wygląd nie odpowiada. A nowy ciuch czy fryzura zawsze kończy się złą opinią. Jedyne co robi to siedzi przed TV i lepiej milczeć niż usłyszeć coś przykrego. Albo strach w sumie się odezwać, bo nie wiadomo jaki ma dziś humor, a po co kolejna awantura. Taki człowiek powinien być sam. Ale tak SAM do końca życia. 
          Pewnie mogłabym wypisać sto stron, ale skupiłam się na tych najpopularniejszych przypadkach. Mój Damian słysząc o czym chcę pisać powiedział, że jest Supermenem, ale muszę to sprostować, bo  jest skomplikowanym przypadkiem który ma ze wszystkich wymienionych po trochę. Jak nad tym zapanować? Sama czasem nie wiem:) Ale jakoś sobie radzę i to chyba nawet nieźle mi idzie. Przecież faceci też muszą wytrzymać z nami, a naszych "rodzajów" jest chyba wiele, wiele więcej. 
             

poniedziałek, 1 lutego 2016

Jesteś mamą? Albo "niemamą" i masz zły dzień? JA TEŻ!

               Nie lubię tych gorszych dni! A zimą często je mam. Nina miała złą nockę i obudziła się o 4:00, żeby się dwie godziny pobawić, pogadać i pośpiewać- pospane. Dzień zaczynam od (już) zimnej kawy. Mała jest wyjątkowo marudna, zanim zdążę do niej dobiec- upada, później upada po raz kolejny i następny, bo akurat dzisiaj chodzi jak pijana.
Gdzieś tam między rozrzuconymi wszędzie zabawkami zostawiła równowagę. W kuchni bałagan, ciuchy do prania są na ziemi, zakupy nie są zrobione, pies postanowił się zrzygać w pięciu miejscach, a ojciec jak na złość śpi do 13:00, bo pół nocy grał.
                OHO! Obudził się, wtedy cała poranna złość zostaje wyładowana na nim i jeszcze musi kupić mi kwiatka, żebym się w końcu uśmiechnęła, bo chodzę obrażona trzeci dzień. Ale jak się nie wku**ić?! Jak nie śpię kolejną noc, a jak mogę spać (wstajemy na zmianę- jedną noc ja, drugą Damian itd.) to oczy mam jak 5 zł i nagle jak nigdy mogę siedzieć do 3:00. Skąd nabrać cierpliwości? Mam jej dużo, naprawdę ogrroooooom. Aż w końcu BUUM!!! Bomba wybucha! I jestem wściekła- cały świat jest przeciwko mnie, nikt mnie nie kocha, nie szanuje mnie i mojej pracy i wyglądam okropnie, a w domu "jeszcze nasrać" i wszystko by się zgadzało! Tak pięknie poskładałam w szafie, a bluzy leżą trzeci dzień rozwalone po całym mieszkaniu. Moje oczywiście są na miejscu! Pies roznosi brudne gacie, Ninula rzuca wszędzie skarpety i rajtki, a zabawki wywala trzy razy częściej niż zwykle. Ładuję je po sto razy dziennie do skrzyni. Kiedy wołam ją, żeby się przytuliła postanawia przywalić mi w twarz z całej siły ( tak o w ramach wdzięczności za troskę). A potem łazi za mną jak rzep, trzymając się z całej siły za skórę nóg i co dziesięć minut rozkazuje mi się podnosić i trzymać na rękach. A kręgosłup to mam już jak przynajmniej "pięćdziesiątka".
             W takie dni postanawiam milczeć, ale tak całkiem, cały dzień odpowiadać tylko "TAK" i "NIE". Wykonuję obowiązki i nie rozmawiam z nikim- wtedy się uspokajam. Albo wychodzę na spacer z psem! To też lubię. Albo po prostu WYCHODZĘ, gdziekolwiek. Nienawidzę wszystkich, aż tu nagle- odwrót sytuacji. Wszystko w nerwach posprzątam (wściekła jak osa- wtedy porządki są najdokładniejsze), bo Stary poszedł z Ninką na zakupy. Zapalę pachnącą świeczkę, jako TROFEUM CZYSTOŚCI. Usiądę, odetchnę, ciszaaaa....i WCHODZĄ! Wrócili. Stary z  kwiatkiem, albo z zaproszeniem do kina, Ninka uśmiechnięta przytula się i całuje tak mocnoooo jak nikt! I jak się tu obrażać? Nie da się, kocham ich najbardziej na świecie i całe szczęście, że te dni kiedy mam ochotę dokonać morderstwa na Damianie i zamknąć w szafie Ninkę z rzygającym psem, zdarzają się bardzo rzadko! Nie umiałam bez nich żyć :)
            Jestem z tych osób często usmiechających się, niepowodzenia przyjmuję na klatę i myślę: "nie szkodzi, następnym razem się uda". Wszyscy mamy gorsze dni, moim ratunkiem jest milczenie. Lepsze to niż narzekanie i kłótnie. Nie lubię ludzi, którzy marudzą. Odbierają mi energię, dlatego ja nie chcę jej nikomu zabierać i siedzę cicho. Za kłótniami nie przepadam, jeśli się zdarzają na szczęście są krótkie i bezsensowne. Po prostu już wydrę się jak któryś dzień Damian nie rozpakuje torby z podróży (mam nadzieję, że rzuci tu okiem i w końcu to zrobi, żeby uniknąć uduszenia). Uffff całe szczęście, że nadchodzi wielkimi krokami wiosna. Co prawda latam i gadam o słońcu, a Damian mnie sprowadza na ziemię mówiąc, że do wiosny przynajmniej 3 miesiące. Ma rację, ale chyba lepiej żyć wiarą w słoneczne dni?! Te wiosenne i letnie to moje ulubione! Samo słonko już sprawia, że dzień jest lepszy. Zresztą kto nie lubi wiosny?! Nie znam takich osób.


















 




Kurtka: Endrofna Wear
Spodnie: Tally Weijl 
Buty: Air Jordan
Bluza: Therapia Wear