czwartek, 17 marca 2016

Jestem psem. Potrafię mówić, słuchasz mnie?

              Jestem psem. Potrafię tylko szczekać. Dlaczego mnie nie rozumiesz? Staram się przekazać Ci wiele wiadomości mój właścicielu. Naucz się mnie rozumieć. Gdybym tylko znał te wasze ludzkie słowa to chciałbym, żebyś wiedział:


  • Zawsze jak wracasz do domu skaczę jak świr! Czasem siknę z nadmiaru radości. Przepraszam tak bardzo Cię kocham, że czasem nad sobą nie panuję. Poza tym Twoje wyjście nawet na chwilę to dla mnie chyba rok! Nie mam poczucia czasu, nie złość się.
  • Jestem szczeniakiem? Sikam, rzygam, robię kupy. Na poduszkę? Przepraszam! Bądź cierpliwy, wszystkiego się nauczę jeśli tylko trochę ze mną popracujesz. Nie masz cierpliwości? Pies to nie towarzysz dla Ciebie.
  • Jestem dorosłym psem i osikałem nowy dywan? Nie chciałem! Zbadaj mnie, może mam chory pęcherz, a może to ze stresu? Może coś zmieniło się w naszym dotychczasowym życiu? Nie potrafię mówić i nie umiem pokazać niektórych rzeczy w inny sposób.
  • Ktoś nowy w rodzinie? Super! Jeszcze więcej ludzi do zabawy! Ale pamiętaj jesteś dla mnie najważniejszy. Kocham całą rodzinę, ale Ty jesteś dla mnie wszystkim. Nie zapominaj o mnie, spędzajmy czas razem, nie odsuwaj mnie na drugi plan. Kocham Twoją uwagę, jak mnie tulisz, całujesz i głaskasz.
  • Nowe sztuczki? Mogę uczuć się ich całe dnie! To dla mnie wielka frajda! Znajduj na to czas, a ja w zamian będę twoim wymarzonym psem. 
  • Kocham spacery! Szczekam, wiercę się, biegam! Daję znaki, że chcę siku! Weź mnie! Weeeeeź na spacer błagam! Nie złość się, że co kilka godzin marudzę. Spacer dla mnie jest ważny tak samo jak dla Ciebie wyjście z domu. 
  • Inne psy są super! Masz tylu ludzkich znajomych, zawsze się uśmiechasz jak się z nimi spotykasz. Ja z innymi psami też jestem bardzo szczęśliwy. Bez nich zeświruję i będę niegrzeczny.
  • Nie zostawiaj mnie samego na tysiąc godzin! Oszalałeś? Nie wytrzymam bez Ciebie dłużej jak 8-10 h. No i gdzie te siki mają mi się zmieścić? Jasne, że na podłogę, też byś się zesikał na moim miejscu. 
  • Zły dzień w pracy? Szkole? Kłótnia w rodzinie? Pamiętaj, że ja Ci nic nie zrobiłem złego, nie chcę obrywać za to, że nie masz humoru. To nie moja wina. Przecież i tak Ci nic nie odpowiem. Nie wstyd Ci, się tak drzeć? Ja tam bym się wstydził na Twoim miejscu.
  • Czasem odpoczywam jakbyście nie wiedzieli. Potrzebuję chwili dla siebie, tak samo jak wy. Potrzebuję miejsca w którym będę czuć spokój. Legowisko! o! Dobry pomysł. Tylko błagam nie przeszkadzajcie jak tam wejdę. 

  • Nie jestem zabawką. Chcesz mnie sprezentować swojemu dziecku? Zastanów się proszę czy jest na tyle duże i odpowiedzialne, żeby mnie pokochało i o mnie dbało. Nie jestem maskotką. Czasem mogę nie mieć ochoty na wygłupy. 
  • Jestem już stary? Kocham Cię tak samo jak wtedy, gdy byłem szczeniakiem. Nie odstawiaj mnie na bok. Nie opuszczaj! Nie wyrzucaj! Ciebie nikt na starość nie wyrzuca. Staram się jak mogę i mimo tego, że już ledwo chodzę wciąż alarmuję całą chałupę jak chce mi się sikać. 
  • Poświęcaj mi codziennie swój czas. Nie musi być go wiele. Ale jak nie zwracasz na mnie uwagi staję się niegrzeczny. Lubię jak okazujesz mi, że jestem ważny. 
  • Tul mnie i głaskaj! Każdy lubi pieszczoty. Duży, mały, "ludź" czy zwierzak. 
  • Nie bij! Powtórz sto razy, w końcu zrozumiem. Przepraszam, ale moja psia natura już taka jest. Może dość długo się uczę, ale w końcu osiągniemy sukces. Przemocą nic nie zdziałamy, oprócz  tego, że stracę zaufanie i mogę stać się agresywny. 
















   


Kubek, poduszka, plakat dla miłośników psów można kupić na PUPILU



                           


                           



















środa, 9 marca 2016

STOP ludziom, którzy zjedli wszystkie rozumy. Durne pytania, głupie odpowiedzi.


          Durne pytania i uwagi- zdarzają się i to często. Nie znoszę kiedy rodzice wymądrzają się jeden przez drugiego. Człowiek musi grzecznie odpowiadać, a ja mam ochotę mówić dokładnie tak:
  • Poród bolał?- Nieee skąd! Czułam jakby motylki siadały mi między nogi i trzepotały skrzydełkami. Było bardzo przyjemnie.
  • Może za cienko ją ubrałaś? - Tak. Na pewno jest jej zimno, bardzo lubię jak marznie, bo wtedy jest chora, a ja uwielbiam jak jest chora. Jestem najgorszą matką świata i lubię latać z małą do lekarza. A ty nie?
  • Dlaczego nie karmisz piersią?- bo nie. Moje dziecko pije mleko modyfikowane, bo jestem taka okropna i nie próbowałam na siłę jej karmić cycem. Znęcam się nad nią. Przecież najlepiej karmić dzieci cycem do końca życia. Teraz od modyfikowanego jest bardzo chudziutka, mało odporna, choruje, jest w ogóle gorsza od dzieci co jadły z cycka.
  • Nie oddawaj ciuszków! Zostaw dla następnego dziecka!- sama sobie zrób nawet dziesięcioro jak chcesz. Kto mi je Urodzi? TY? A kupisz nam większe mieszkanie? Pooo coooo? Lepiej narobić dzieci i niech cisną się wszyscy w jednym pokoju. 
  • Miałaś cesarkę czy naturalnie?- Moje wyszło buzią. 
  • Trzymaj ją za rączkę, bo upadnie!- niech upada, rypnie to rypnie! Żyje już ponad rok i nic jej nie jest.
  • Mówi już?- Nie nigdy nie będzie mówiła. 
  • Długo rodziłaś?- Trzy minuty.
  • Jak to szczepisz córkę? Przecież to niebezpieczne.- wiem już widzę skutki uboczne szczepień. Nina powoli ewoluuje w drugi stopień swojego pokemona. Mogłam nie szczepić.



czwartek, 3 marca 2016

Shopping Queen!!!! Kto nią jest? Ja do nich nie należę.

    Zawsze przychodzi taki dzień, że mam ochotę mieć coś nowego. Nie znoszę zakupów. Lubię mieć nowe rzeczy, ale nie lubię ich kupować. Dlaczego?

            Makijaż! Szykuję się do wyjścia z domu. Z racji tego, że  w każdej galerii światło wyjątkowo ukazuje każdy szczegół naszej skóry, staram się, żeby makijaż był idealny. Stoję przed lustrem, kombinuję, odwalam jakieś tam konturowanie twarzy. Patrzę! Oho! Ale ze mnie Kardashianka! Idę! Pewna siebie! Wchodzę do windy, patrzę w lustro i nie wierzę! Jakbym po raz pierwszy w życiu się malowała. Plamy jakieś, tutaj więcej, tam gdzieś koło nosa mniej podkładu. No nie wspomnę o ustach. Jakby mi bomba wybuchła prosto w twarz. Nic się na tej buzi nie zgadza! Idę wściekła. Ewentualnie w toalecie zwyczajnie wytrę twarz- makijaż poszedł się....
               Wchodzę do pierwszego lepszego sklepu, panie ekspedientki wymalowane idealnie czekają za kasą i mam wrażenie, że one juz widzą,  już WIEDZĄ! "Taaa babaaa jak się pomalowała, widziałyście te plamy?!" A w sklepach kosmetycznych to w ogóle wstyd o coś zapytać, bo tam to babeczki używają najdroższych kosmetyków na świecie, a tu nagle ja z jakimś tam Rossmannowcem na buzi. Jaki z tego morał? Chyba lepiej posmarować twarz kremem i lekko podkreślić rzęsy- to jest najbardziej bezpieczne do galerii i jej zasranego światła.
             Kolejna sprawa to PRZYMIERZALNIE. Mój wróg. Patrzę na siebie w domu czy tam podczas kąpieli i myślę sobie, że nawet spoko ze mnie dżaga jak na niećwiczącą mamę rok po porodzie. Idę taka wlaśnie lubiąca swoje nogi coś przymierzyć. Wchodzę ściągam swoje galoty i zerkam w lustro. No to jakiś dramat! Nagle wszędzie cellulit, wisi tu, wisi tam, brzuch to sam smalczyk, a na za przeproszeniem mordę to nawet nie patrzę! Różowa, czerwona, żółta- wszystko na raz na całym ciele. Mierze te spodnie i już mi się odechciewa czegokolwiek, nic mi się nie podoba, to dupa za płaska to za szeroka. Na Bogaaa! Kobieto! Albo do ćwiczeń, albo skończę patrzeć w to lustro w przymierzalni. Są dwa wyjścia ;)
              Zakupy z dzieckiem! To dopiero wyzwanie! Wchodzę na zakupy, radosna idę sobie nakupować, bo Starego nie ma. Taa jasne! Gorąco mi na zakupach samej, a co dopiero z małą. Zima, zanim ściągnę jej każdą warstwę ciucha, żeby się nie zapociła, bo przecież zaraz chora będzie. To w tym czasie ze mnie leci rzeka potu. Plecy, nie powiem co jeszcze, a nawet twarz z tym moim super makijażem. Włosy to już dawno poczochrane. Ale idę walczę dalej! W końcu to zakupy! Od tego zależy dalsze życie czyt. dobry humor= miła atmosfera w domu. Kończy się zwykle tak, że nie kupię nic, albo tylko coś dla małej. I potem znowu ubieranie...znowu cała mokra...lecę do domu. Co robić? Ubierać jak najmniej, albo chodzić na zakupy tylko w lecie, zimą zamawiać na internetku.
                 Jedzenie. Wstaję rano i od razu mam plan co na obiad. Jak Jamie Oliver wymyślam jakąś ekstra potrawę. Idziemy na zakupy i co? Woła mnie z jednej strony jakiś pyszny kebabik, z drugiej Makdoś, z trzeciej coś słodkiego. I tak zawsze się kończy, że najem się jak świnia i tyle z obiadu. Wracam do domu to już nawet kolacji nie mieszczę, bo taka jestem pełna tego dziadostwa. A dupa w przymierzalni wygląda coraz gorzej. Co robić? Chyba tylko po obiedzie trzeba wychodzić na zakupy.
             Buty! Czyste piękne w galeriowym świetle co? Brudasy jakich mało. Teraz wybieram te najnowsze, bo nie znoszę mieć ubrudzonego buta.
             Dzidziol! Aniołek, bawi się ładnie, słucha, ładnie je śniadanko, nie płacze. Po tym jak wejdę na zakupy to diabeł nagle wchodzi w skórę mojej córki. Ona chce chodzić, wózek parzy ją w dupę. Wyciągnę ją żeby pobiegła to chce butelkę w dodatku z colą. Ludzie patrzą jak na wariatkę która daje rocznemu dziecku pić to świństwo. Oczywiście jest zamknięta, ale nie zawsze to widać. Płacze biedna dzidzia, wygina się, bo nagle ząbek chce rosnąć. Nie wspomnę o kupie i tak bywa. Co robić? Staram się jak tylko mogę zostawiać Ninkę z babcią na godzinę czy dwie. Zawsze to chwila dla siebie. A babcia szczęśliwa, bo Nina przy wszystkich jest bardzo grzeczna tylko nie ze mną. Taki już nasz mam los. Trzeba zauważać korzyści, szukać pozytywów bo inaczej zwariujemy.