czwartek, 3 marca 2016

Shopping Queen!!!! Kto nią jest? Ja do nich nie należę.

    Zawsze przychodzi taki dzień, że mam ochotę mieć coś nowego. Nie znoszę zakupów. Lubię mieć nowe rzeczy, ale nie lubię ich kupować. Dlaczego?

            Makijaż! Szykuję się do wyjścia z domu. Z racji tego, że  w każdej galerii światło wyjątkowo ukazuje każdy szczegół naszej skóry, staram się, żeby makijaż był idealny. Stoję przed lustrem, kombinuję, odwalam jakieś tam konturowanie twarzy. Patrzę! Oho! Ale ze mnie Kardashianka! Idę! Pewna siebie! Wchodzę do windy, patrzę w lustro i nie wierzę! Jakbym po raz pierwszy w życiu się malowała. Plamy jakieś, tutaj więcej, tam gdzieś koło nosa mniej podkładu. No nie wspomnę o ustach. Jakby mi bomba wybuchła prosto w twarz. Nic się na tej buzi nie zgadza! Idę wściekła. Ewentualnie w toalecie zwyczajnie wytrę twarz- makijaż poszedł się....
               Wchodzę do pierwszego lepszego sklepu, panie ekspedientki wymalowane idealnie czekają za kasą i mam wrażenie, że one juz widzą,  już WIEDZĄ! "Taaa babaaa jak się pomalowała, widziałyście te plamy?!" A w sklepach kosmetycznych to w ogóle wstyd o coś zapytać, bo tam to babeczki używają najdroższych kosmetyków na świecie, a tu nagle ja z jakimś tam Rossmannowcem na buzi. Jaki z tego morał? Chyba lepiej posmarować twarz kremem i lekko podkreślić rzęsy- to jest najbardziej bezpieczne do galerii i jej zasranego światła.
             Kolejna sprawa to PRZYMIERZALNIE. Mój wróg. Patrzę na siebie w domu czy tam podczas kąpieli i myślę sobie, że nawet spoko ze mnie dżaga jak na niećwiczącą mamę rok po porodzie. Idę taka wlaśnie lubiąca swoje nogi coś przymierzyć. Wchodzę ściągam swoje galoty i zerkam w lustro. No to jakiś dramat! Nagle wszędzie cellulit, wisi tu, wisi tam, brzuch to sam smalczyk, a na za przeproszeniem mordę to nawet nie patrzę! Różowa, czerwona, żółta- wszystko na raz na całym ciele. Mierze te spodnie i już mi się odechciewa czegokolwiek, nic mi się nie podoba, to dupa za płaska to za szeroka. Na Bogaaa! Kobieto! Albo do ćwiczeń, albo skończę patrzeć w to lustro w przymierzalni. Są dwa wyjścia ;)
              Zakupy z dzieckiem! To dopiero wyzwanie! Wchodzę na zakupy, radosna idę sobie nakupować, bo Starego nie ma. Taa jasne! Gorąco mi na zakupach samej, a co dopiero z małą. Zima, zanim ściągnę jej każdą warstwę ciucha, żeby się nie zapociła, bo przecież zaraz chora będzie. To w tym czasie ze mnie leci rzeka potu. Plecy, nie powiem co jeszcze, a nawet twarz z tym moim super makijażem. Włosy to już dawno poczochrane. Ale idę walczę dalej! W końcu to zakupy! Od tego zależy dalsze życie czyt. dobry humor= miła atmosfera w domu. Kończy się zwykle tak, że nie kupię nic, albo tylko coś dla małej. I potem znowu ubieranie...znowu cała mokra...lecę do domu. Co robić? Ubierać jak najmniej, albo chodzić na zakupy tylko w lecie, zimą zamawiać na internetku.
                 Jedzenie. Wstaję rano i od razu mam plan co na obiad. Jak Jamie Oliver wymyślam jakąś ekstra potrawę. Idziemy na zakupy i co? Woła mnie z jednej strony jakiś pyszny kebabik, z drugiej Makdoś, z trzeciej coś słodkiego. I tak zawsze się kończy, że najem się jak świnia i tyle z obiadu. Wracam do domu to już nawet kolacji nie mieszczę, bo taka jestem pełna tego dziadostwa. A dupa w przymierzalni wygląda coraz gorzej. Co robić? Chyba tylko po obiedzie trzeba wychodzić na zakupy.
             Buty! Czyste piękne w galeriowym świetle co? Brudasy jakich mało. Teraz wybieram te najnowsze, bo nie znoszę mieć ubrudzonego buta.
             Dzidziol! Aniołek, bawi się ładnie, słucha, ładnie je śniadanko, nie płacze. Po tym jak wejdę na zakupy to diabeł nagle wchodzi w skórę mojej córki. Ona chce chodzić, wózek parzy ją w dupę. Wyciągnę ją żeby pobiegła to chce butelkę w dodatku z colą. Ludzie patrzą jak na wariatkę która daje rocznemu dziecku pić to świństwo. Oczywiście jest zamknięta, ale nie zawsze to widać. Płacze biedna dzidzia, wygina się, bo nagle ząbek chce rosnąć. Nie wspomnę o kupie i tak bywa. Co robić? Staram się jak tylko mogę zostawiać Ninkę z babcią na godzinę czy dwie. Zawsze to chwila dla siebie. A babcia szczęśliwa, bo Nina przy wszystkich jest bardzo grzeczna tylko nie ze mną. Taki już nasz mam los. Trzeba zauważać korzyści, szukać pozytywów bo inaczej zwariujemy.
           



12 komentarzy:

  1. Jesteś dzielna, ja z wiekiem też przestałam lubić zakupy. Może przez moją rosnącą dupe i że nie lubię na siebie patrzeć w lustrze. Ale zakupy dla Olka i żywieniówka najbardziej mnie cieszy. Porąbana jestem 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś też lubiłam :) minęły te czasy. Nie mam cierpliwosci, aleeee co prawda to prawda kupować jedzenie uwielbiam! :)

      Usuń
    2. Ja kiedyś też lubiłam :) minęły te czasy. Nie mam cierpliwosci, aleeee co prawda to prawda kupować jedzenie uwielbiam! :)

      Usuń
  2. Jesteś dzielna, ja z wiekiem też przestałam lubić zakupy. Może przez moją rosnącą dupe i że nie lubię na siebie patrzeć w lustrze. Ale zakupy dla Olka i żywieniówka najbardziej mnie cieszy. Porąbana jestem 😀

    OdpowiedzUsuń
  3. ja zakupów nie znoszę, zawsze mam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią i oceniają (i pewnie tak jest). a zdecydowanie najgorzej jest w sklepach z kosmetykami, bo zupełnie się na nich nie znam i cięzko wybrac mi cokolwiek sensownego. ;)
    jedyny rodzaj zakupów który lubię robić z przyjemnością, to te żywieniowe - na tym się znam i to mi akurat wychodzi. ;)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. dziecka nie mam, ale zakupów od zawsze nienawidzę. dlatego jak już znajdę fajną bluzkę/spodnie biorę od razu 2-3 w innym kolorze i sprawa z głowy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój facet jak kiedyś mi powiedział, że ja kocham zakupy to śmiałam się dłuższą chwilę w głos. Dlaczego? A no dlatego, bo ja kocham zakupy jak coś na nich kupię i jestem już w domu ZADOWOLONA! :D
    Ps. Tak samo nienawidzę tej duchoty po wejściu do sklepu. Swoją drogą pracowałam osiem miesięcy w croppie i tam było zawsze najchłodniej w całej galerii handlowej - nic tylko robić zakupy hehe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty mnie po prostu tym tekstem kupiłaś od początku do końca! całą dosłownie całą z każdym tym nieudanym makijażem, plamami na twarzy, nieułożonymi włosami, cellulitem widocznym w przymierzalniach! No i powiem Ci coś - przerzuciłam się na zakupy ONLINE - właśnie z tego powodu !! Bo cholera szlag człowieka w tych sklepach trafia... upoci się, zmęczy, zbrzydnie i jeszcze kasę wyda!

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha jakbym o sobie czytała :) Jak juz muszę sobie cos kupić i wyruszę na sklepy to i tak kończy się albo jedzeniem albo działem dziecięcym...życie życie jest nowelą...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaka ona piękna! ;-) Uwielbiam twojego bloga i czytam go od bardzo dawna. Całuję ciebie i malutką. :-*

    OdpowiedzUsuń
  9. Też tak mam, lubię mieć nowe rzeczy, ale zakupy to koszmar. Utożsamiam się z tym tekstem w 100 procentach :D

    OdpowiedzUsuń