niedziela, 10 lipca 2016

Witam w wariatkowie. Plac zabaw.

         Też odnosicie takie wrażenie, że plac zabaw to małe wariatkowo? No tak. Zastanawiam się nad stwierdzeniem: "WSZYSTKIE DZIECI SĄ TAKIE SAME". Słyszę to na prawo i lewo i coraz bardziej się nie zgadzam. Małe- mam na myśli te "świeżaki świata" może i tak. Są dość podobne. Jedzą, płaczą, śpią, robią kupy i całe dnie się w nas gapią. Te chodzące? Przeciwnie. Każde jest inne, każde jest już małym człowiekiem z wyraźnie widocznymi cechami charakteru.
         Wchodzę przez furtkę i się zaczyna. Jedna dziewczynka biega i piszczy, Zosia lata machając rączkami i udaje, że ma skrzydła wydając z siebie dziwaczne jęki, Adaś pozjadał wszystkie rozumy i ciągle, ale to CIĄGLE gada! Kasia w kółko pyta "cio to?" TYSIĄC RAZY w ciągu pół godziny. Krzyś zbiera wszystkie zabawki, ale dosłownie WSZYSTKIE i zdziwiony płacze, że nie mieszczą mu się w rączkach, im bliżej następne dziecko tym mocniej wrzeszczy skacząc, że to JEGO (co jest oczywiście nie prawdą :)) Patryk ucieka z placu, Asia wyciągnęła kolorowy bidon- wszystkie dzieci lecą pić akurat to picie. Rodzice w panice bronią swoich dzieci: "Ona tylko chwilę się pobawi i Ci odda", " Ale to jest jej, tam masz swoje". Są też tacy których dziecko jest najważniejsze i tylko ono może mieć wszystko, żeby tylko nie płakało. OHO leci następne: "mama buba, buba!"- zasiurana po kostki. Maciuś zjadł ślimaka zanim mama zdążyła dobiec, Luiza zajada się pysznym piaskiem niczym najlepszym obiadem na świecie. O i walka o łopatki- uwielbiam. U nas na placu zabaw zabawki leżą w piaskownicy, nikt ich nie "kradnie" po prostu są do użytku wszystkich dzieci z osiedla. Jest może pięć łopatek. Sporo. Nagle słyszę walkę. Nina leje małego sąsiada, on ją ciągnie za koszulkę.
-"Kochani o co walka?"
-"Moje, moje!"
-"Ale jest dużo łopatek."
-"Moje, moje"
-"Proszę, taką ładną niebieską"
-"Nie, nie, moje, moje"
I weź się dogadaj. Co robię? Odchodzę. Niech dogadują się sami. Nie dogodzisz w żaden sposób.
           Jak sobie radzę w tym małym psychiatryku? Hmm... Raczej zostawiam ich w spokoju. Przecież się nie pozabijają. Interweniuję tylko w wyjątkowych sytuacjach. Jak już Nina porządnie się wścieknie. Dopóki nie podnosi rąk siedzę i obserwuję. To najlepsze rozwiązanie. Mimo wszystko najwięcej zamieszania na placu robią przewrażliwieni rodzice.
Zbieżność imion jest przypadkowa.













7 komentarzy:

  1. Nie mam dzieci, ale właśnie tak wyobrażam sobie obecny plac zabaw. Kiedy ja miała jakieś 6-7 lat, to nie pamiętam żeby w takich miejscach ktokolwiek mnie lub moich kolegów pilnował. Teraz, jest tam więcej przewrażliwionych rodziców niż dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znosze rodziców którzy stoja nad dziećmi na placu zabaw i gderaja " trzeba sie dzielic""nie wolno tak" " zaraz sypniesz tym piaskiem komuś w oczy "nie wolno zabierac " A siadaj babo na dupie sami lepiej dadzą sobie rade niz z Twoja beznadziejna pomocą i klepotaniem. A jak boisz sie ze ktores dziecko sypnie piachem w Twoje to do siebie na podworko tam sami siedzcie grr

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do stwierdzenia ze wszystkie dzieci są takie same to troche sie zgodze, tak myslałam o tym ostatnio na placu zabaw kiedy siedział chlopiec około 3 lat i jego jedyną zabawą było to ze pilnował zeby nikt nie dotknoł ani nie spojrzał na jego zabawki po czym myślę " mój Brayan taki nie jest hmmm ale był" mama chlopczyka prosi go zeby zaczoł sie bawić ze nikt mu tego nie ruszy. Spokojnie mogłam doradzić " zobaczysz nawet sie nie zorientujesz kiedy mu to minie "

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam, przeczytałam kilka wpisów na pani blogu, są świetne :) A córeczka przeslodka <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam, przeczytałam kilka wpisów na pani blogu, są świetne :) A córeczka przeslodka <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Plac zabaw i inne tego typu miejsca to królestwo dla dzieci, moja 4-letnia córcia niestety albo "stety" jest zbyt mało przebojowa i zawsze ustępuje jak i dzieli się wszystkim jednakże jak ktoś ją odtrąca jest jej bardzo przykro, bo jest niesamowicie wrażliwą dziewczynka.

    OdpowiedzUsuń