niedziela, 11 czerwca 2017

Dziecko do żłobka? Ah Ty wyrodna!

     O!! To jest ten dzień! Nasza mała Dama idzie do żłobka. Jak myślicie czy tam zostanie? Czy umożliwienie dziecku brania udziału w tak wczesnej "edukacji" ma same zalety? U nas było tak:
     Udało się dostać do żłobka, "miejscobrak publiczny", dlatego padło na placówkę prywatną. Dostać się do żłobka publicznego graniczy z cudem, znam takie cudowne przypadki, ale nam się nie udało. Nasz żłobek- luksus, milion zajęć, nauczycielki edukacji przedszkolnej (NIE PRZEDSZKOLANKI!) cudowne, miłe, babeczki z pasją i wiedzą. Początki- ciężkie. Kto z nas cieszył się z pierwszych dni w takich miejscach? Niewielu. Zostawiając Małą bez rodziców, czułam się jak wyrodna matka, bezlitosna, najgorsza na świecie, skazująca dziecko na horror- płakałam całą drogę. Serio. Kto bardziej rozpaczał rodzice czy dziecko? Tak sobie właśnie leżę i myślę (robię wszystko zamiast się uczyć do egzaminu), zdecydowanie rodzice. Czy dziecko w ogóle się smuci? Wydaje mi się, że nie. Nin smutna była przez chwilkę zanim wyszłam za drzwi żłobka, potem zabawa, "nauka", tańce, śpiewy wszystko oprócz tęsknoty za mamą i tatą.  Pierwszy tydzień zleciał, drugi się nie zaczął. Chorubsko nr. 1. Jakieś dwa tygodnie w domu. Oznaczało to, przyzwyczajanie się na nowo i całą resztę związaną z pozostawianiem Małej z "ciociami". No, ale poszło lepiej niż myślałam. Powierzyłam tę przyjemność zaprowadzania dziecka do żłobka tacie, wiadomo przy tacie nie ma co się mazać. I tak oto po raz kolejny po zaledwie kilku dniach w żłobku, kolejna choroba, i kolejna, i kolejna, od ospy przez zapalenia gardła, jelitówki po zapalenia spojówek itd.
        Jestem zdania, że dzieci muszą przeżyć te choroby, czy to żłobek, czy przedszkole, czy szkoła podstawowa- tego się nie uniknie, a trzymanie dziecka pod kloszem to mój największy wróg- po prostu nie popieram. Każdy ma tam jakieś swoje przekonania, moje są akurat takie. Podsumowując: według mnie żłobek to super pomysł, publiczny- jeszcze lepszy. Nina wiele się nauczyła. Gdyby nie to, że w ciągu miesiąca bywała tam zaledwie 6 dni, czasem tylko 3, a opłata była za cały miesiąc bez odliczania dni nieobecnych- zdecydowaliśmy się z wielkim smutkiem na wypisanie  jej. Stało się tak tylko dlatego, że we wrześniu idzie już do przedszkola, gdyby nie miała jeszcze  3 lat, na pewno zostałaby tam mimo chorób, przecież w końcu by się odczepiły. Póki co ma takie trochę dłuższe wakacje :) A my oczekujemy listy dzieci, które dostały się do przedszkoli, bo Nina już się niecierpliwi i pyta: "Idziemy siećkola o godzinie, bawić?" cokolwiek to znaczy, chyba się stęskniła. A jak jest u Was?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz